Andrzej Klimczak-Dobrzaniecki - Kolekcjoner emocji

Któż dzisiaj, w dobie obłędnej manii fotografowania wszystkich i wszystkiego, zdecydowałby się zamienić aparat cyfrowy na – zdawałoby się staroświecki i anachroniczny nieco – pędzel, tusz i papier? Taka decyzja nie została podjęta nagle i bez powodu. Obserwując bowiem artystyczny dorobek Marka Sobczaka, widzimy, że oprócz znakomicie opanowanej sfery wykonawczej, pełnej intelektualnej i artystycznej świadomości, emocjonalny pierwiastek w jego malarstwie zawsze odgrywał rolę pierwszorzędną. To on w końcu stwierdza, że …Język malarski, tak różny od literackiego, jest językiem pierwszym. Ponieważ wpierw widzimy, a później nazywamy… Myślę więc, że za taką decyzją Marka Sobczaka, za decyzją przyznania pierwszeństwa wrażeniom i uczuciom, a nie chłodnym obserwacjom i analizom, stała obawa zamienienia się w coś na kształt obiektywu aparatu fotograficznego. I w ten prosty, aczkolwiek dosyć radykalny sposób z beznamiętnego rejestratora faktów i widoków stał się kolekcjonerem przeżyć, emocji i refleksji. Marek Sobczak w opisie swojego dorobku wyraźnie odwołuje się i wymienia współczesnych i bliskich mu artystów. Są to m. in. Baselitz, Kiefer, Penck, Immendorff, Paladino i Enzo Cucchi. Ale także Munch, Picasso, Bacon, Dwurnik, Jerzy Panek i – przede wszystkim – Eugeniusz Markowski. Krąg określony przez postacie tych artystów jest na tyle wyraźny i wyrazisty, że – chociażby tylko przez formalne analogie – twórczość Sobczaka można wyraźnie usadowić w szeroko rozumianych emocjach malarskich, a mówiąc precyzyjniej – w nurcie neoekspresji. Wszak artysta, chociażby z daty swojego urodzenia, przynależny jest pokoleniu, dla którego ten język jest całkowicie naturalny. Ale mam też wrażenie, że w wypadku szukania koneksji z wymienionymi artystami mniej istotne są bezpośrednie stylistyczne i formalne podobieństwa. Natomiast rzeczą ważniejszą jest specyficzny – wspólny im wszystkim – sposób widzenia rzeczywistości polegający na emocjonalnej akceptacji wielowymiarowości świata. No i rodzaj pokrewnej wrażliwości. Dyplomowi „Rosjanie”, późniejsza „Wieża Babel”, „Portrety trumienne” i długi, w sensie czasowym, „doktorski” „Egipt” – to tytuły malarskich serii, które stały się najbardziej charakterystycznymi etapami w twórczości Marka Sobczaka. „Moje obrazy nie są grą ze sztuką nowoczesną, bo to (…) termin, który mnie nie obchodzi” – to słowa artysty. I chwilę później tłumaczy on wyraźnie że: „Jestem obok, prowadzę swoją grę z czasem i pamięcią”. Jest to prawda, a jednocześnie dosyć precyzyjne i pełne determinacji określenie własnego miejsca na mapie topografii artystycznej. A także ujawnienie skali własnych artystycznych wartości. Nie jest dosłownie tak, jak pisałem, iż Sobczak programowo nie posługuje się aparatem fotograficznym. On sam w swoim autokomentarzu pisze, iż przed zaczęciem tej malarskiej serii zrobił ich grubo ponad dwa tysiące. Pisząc o rezygnacji z fotografowania, nie traktowałem tego dosłownie. Posłużyłem się więc czymś na kształt metafory, chciałem bowiem zwrócić uwagę na charakterystyczną postawę artysty, traktującą całą rzeczywistość jak artystyczne tworzywo. Jeśli już decyduje się posługiwać aparatem fotograficznym, traktuje to wyłącznie jako ułatwienie pracy i jako techniczny półśrodek i półprzekaz. Z całą pewnością ten wieloletni już cykl jest efektem prywatnych i głębokich i różnorodnych fascynacji autora. On sam w swoim opisie pracy doktorskiej ciekawie mówi o meandrycznej nieco drodze do interesującego go tematu. Pisze o odrzucaniu smacznych pokus – stereotypów. A więc o rezygnacji z „turystycznego”, „anegdotycznego” i „malowniczego” spojrzenia na Egipt. Decydując się na wariant na wskroś artystyczny i opierając się na swoich dotychczasowych doświadczeniach malarskich, Sobczak wybrał drogę zasadzającą się na uważnej, daleko interpretowanej obserwacji światła, kolorów, form i przestrzeni. Dodając do tego olbrzymi bagaż własnych fascynacji tym krajem, jego historią, sztuką i kulturą, tworzy z tego wszystkiego przekonywający artystycznie przekaz. Powstała więc liczna seria malarskich kompozycji, w których suma odczytywalnej anegdoty, narracji i pejzażowych wątków stała się pretekstem do konstruowania obrazów posługujących się w dalszym ciągu konwencją ekspresji. Ale – jak w „Portretach Trumiennych”, a może nawet rozwijając tę koncepcję – Sobczak wyraźnie filtruje ją przez czynnik dyscyplinujący. Czuć w tym sposobie patrzenia na rzeczywistość – i od tego nie odżegnuje się artysta – dalekie odwołania, a może raczej ukłon w stronę Potworowskiego, a nawet Nowosielskiego. Podobnie jak oni, Marek Sobczak dąży do przetwarzania wartości przestrzennych na płaskie, nieco dekoracyjne układy pasowe, w których elementy pejzażu czy architektury zamieniają się w abstrakcyjne znaki malarskie o wyraźnych walorach strukturalnych. Jednym słowem, prace składające się na cykl „Egipt” to z pewnością najbardziej dojrzałe obrazy Marka Sobczaka. Wykorzystuje on w nich efektywnie wszelkie swoje dotychczasowe, bogate doświadczenia malarskie. Natomiast bardziej czułe i kronikarsko reagujące na otoczenie zdają się być jego niezliczone wręcz czarno-białe szkice i rysunki. Nie są one wyłącznie półproduktem do późniejszego, malarskiego wykorzystania. Będąc autonomiczną, pełną wypowiedzią, jednocześnie pełnią funkcję artystycznego sejsmografu niestroniącego od faktów czy to obyczajowych, czy społecznych. I tak obok bardzo interesujących graficznych i kompozycyjnych rozwiązań dostrzegamy w nich pewną publicystyczną nutę. Np. obok tłumów turystów kłębiących się bezsensownie pod piramidami widzimy liryczne pejzaże znad Nilu, pustynne oazy, wnętrza kawiarni czy egipską architekturę. Widzimy nawet policjantów z karabinami i wielkomiejskie uliczne scenki. Te rysunki, obok swoich artystycznych walorów, poprzez szybkość powstawania, specyficzne względy warsztatowe i realizacyjne są bezsprzecznie najbardziej szczerą i emocjonalną reakcją artysty na wszelkie zewnętrzne informacje. Bardzo ciekawym uzupełnieniem realizacji malarskiej, będąc jednocześnie jej dopełnieniem ideowym, jest tekst pt. „Dlaczego maluję”. Jest to – najkrócej mówiąc – pogłębiona analiza dotycząca własnej twórczości malarskiej, kondycji malarstwa i aktualnej sztuki i refleksja dotycząca relacji pomiędzy różnymi dyscyplinami artystycznymi. To także, oprócz zaprezentowanych obrazów, ważki dowód na to, iż Marek Sobczak jest artystą w pełni dojrzałym, w pełni świadomym i z całkowitą łatwością formułującym artystyczne cele. I który, posługując się własnym, indywidualnym językiem malarskim, potrafi realizować je precyzyjnie.

Andrzej Klimczak-Dobrzaniecki

(1946), profesor Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, w latach 1993–1996 rektor tej uczelni. W latach 1997–2009 prowadził także pracownię malarstwa na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Zielonogórskiego.