Katarzyna Kasprzak Stamm - Podróżnicy i turyści

Słońce uderza w twarz. Oślepia i ogłusza. Ogłusza też tumult nieznanej ulicy, napierający tłum. Trzeba czasu żeby zacząć widzieć. Za to widzenie, kiedy się pojawia, jest intensywniejsze niż zwykle. Obrazy przed oczami przypominają rozbłyski. Dar widzenia dany jest podróżnikowi w nowym miejscu tylko na jakiś czas. Takich momentów olśnienia nie chce się zapomnieć. Szkice z Egiptu Marka Sobczaka zapisują je na papierze. Dotyczą życia, spotkań z ludźmi i miejscami. Są jak początek opowieści z podróży. Wykonane tuszem, malowane i rysowane pędzlem, patykiem, piórkiem, lawowane. Obrazy i sceny ustawiane są w kadry porządkujące chaos form i kontrastów – cieni i światła, plam i kresek, dużych i drobnych form, pustej przestrzeni i sylwety. Nieprzypadkowe fragmenty całości, którą autor szkiców zaczyna oswajać. Oddają działanie ostrego światła, roztapiającego kontury, rozpuszczającego detale i każącego mrużyć oczy. Z gry między światłem, cieniami i półcieniami wyłaniają się abstrakcyjne formy. Przestrzeń zapełnia się arabeską znaków, czymś co autor żartobliwie określa jako egipski strach przed pustką. Szkicowanie, zapisywanie wynika z chęci zrozumienia, wyostrza uwagę. W tych szkicach czyta się także podskórny komentarz do tego co zobaczone. Tak się dzieje w obrazach Kairu, z sylwetkami kopuł i minaretów, które porządkują kółka satelitarnych anten. Niebo jak chorągiew powiewa nad panoramą starego a zarazem nowoczesnego miasta. Plątanina rąk, kresek, flag – Rewolucja. I spokój przykucniętych figur w białych turbanach, rybaków z rozłożoną siecią, statków w porcie. Z zetknięcia z tym światem rozpiętym między przeciwieństwami wynika dla Europejczyków szok, mówi o nim także Marek Sobczak. Przed współczesnymi przybyszami (podobnie jak przed pierwszymipodróżnikami) odsłania się zasłona czasu i ukazują obrazy jak z odległej przeszłości. Kobiety przy studni owinięte szczelnie szatami, sylwetki idących po pustyni, postacie w zaułkach ciasnych ulic. Są częścią zachodniego snu o oriencie – spotyka się tu ludzi o urodzie i harmonii ruchów, jakie nasza cywilizacja utraciła już dawno. Poruszają wyobraźnię jak obrazy z innych epok widziane tu i teraz. Całkowicie niespodziewane są ślady nowoczesności wyrastającej jakby bezpośrednio na tym ciele nadal żywej historii. Egipt wydaje się egzotyczny, pociągający a zarazem niezrozumiały i wrogi. „Orientalizm” to rysunek białej postaci we wschodnim stroju na tlechaotycznej gęstwiny gałęzi. Ciemne rzędy modlących się muzułmanów wywołują niepokój. Przyjeżdża się tu pełnym uprzedzeń i trzeba doświadczyć bliższego spotkania z Innym, by powrócić z tej podróży mądrzejszym. Herbert mówił o podróży, że jest to przygoda prawie miłosna. Jedna z form dialogu ze światem. Marek Sobczak gdy po raz pierwszy przyjechał do Egiptu chciał zobaczyć portrety trumienne z początku naszej ery – sam malował wtedy obrazy, które nazwał „Portrety Trumienne”, nawiązując do sarmackich XVII wiecznych portretów pośmiertnych. Malowane przez niego cykle obrazów wskazują na to jak chce siebie pokazać. Określa się jako człowiek prowincji, zakorzeniony tam i zwrócony w kierunku wschodu. Specyfiką polskiego orientalizmu w sztuce było związanie go z życiem pogranicza, Kresów. Dla mieszkańców Polski aż do pocz. XX wieku spotkanie z obcą kulturą, z kulturą wschodu, nie było wyimaginowanym doświadczeniem. Wschód był często blisko domu. I Marek Sobczak czuje się człowiekiem pogranicza. Jego wyjazdy do Egiptu, powroty tam i zapuszczanie się coraz głębiej, poza uczęszczane szlaki, można odebrać jako wyraz nostalgii za światem przeszłości, gdy w jego rodzinnym mieście po ulicach chodzili ludzie mówiący różnymi językami, noszący różne stroje, modlący się w różnych świątyniach. Ci sami, którzy leżą dziś na pięciu różnych cmentarzach w Suwałkach. Polska oczyszczona ze swojej dawnej różnorodności wywołuje poczucie próżni. Brak jest nie tyle wolnej myśli co wielo-myśli, horyzont umysłowy wydaje się za ciasny. Czasem trzeba wyruszać w podróż, by napoić w sobie to pragnienie Inności. Podróż, w odróżnieniu od turystyki, zakłada wyjście na spotkanie Inności, przystanie na przyjęcie obcych reguł. Założenie, że wszystkiego zrozumieć nie sposób. Nie sposób zrozumieć od razu. Zgoda na to, że na zbliżenie do zrozumienia trzeba czasu. Próbując zrozumieć i wtopić się w obcy krajobraz podróżnik staje się kimś innym, choćby na krótko. W oczach mieszkańców przyjezdni są jak nomadzi, którzy porzucają własne domy i rodziny by wyruszyć w drogę bez istotnej przyczyny. Razem z tłumem innych, poszukując wrażeń i widoków, pędzą przed siebie, zatrzymują się przed ruinami, by się tam fotografować i idą dalej. Dumni przedstawiciele Zachodniej Cywilizacji witani są z mieszaniną pogardy i obawy. Beztroscy w swoim turystycznym pędzie, wydają się miejscowym ludźmi żyjącymi życiem pozbawionym sensu, bez więzi rodzinnych czy religijnych zobowiązań. Nie witają się, nie siadają, nie pytają o nic, nie słuchają. Nie są więc traktowani jako goście. Przynoszą korzyść jako turyści, bywają potencjalnymi ofiarami oszustwa. Oszukiwani oszuści, chcą za wszystko płacić mniej niż u siebie, uważają, że należy im się za darmo gościnność i serdeczność. Podróżnik jeśli chce być potraktowany jak gość musi pokazać swoją inną twarz. Własną – nie Człowieka Zachodu. Przybysze z Europy od XVIII wieku widzieli Egipt i Bliski Wschód, zwany wtedy Orientem, jako miejsce rozpadu wielkich cywilizacji. Pierwsi dokumentujący zabytki dawnych cywilizacji rysownicy i malarze stawali przed nimi porażeni zdumieniem, tak były niepodobne do niczego co znali. Dawid Roberts, Szkot, który wybrał się na Wschód w 1838 pisał: „często rzucałem ołówek w zwątpieniu czy kiedykolwiek uda mi się oddać coś z charakteru tych niezwykłych miejsc”… Na ich rysunkach widać wyłaniające się ze skał i piasku olbrzymie fragmenty architektury, rzeźb skontrastowane z drobnymi, pojedynczymi postaciami Arabów. Sylwetki Beduinów mają pomóc widzom w zrozumieniu skali kolosów aleteż oddają głębokie odczucie ówczesnych Europejczyków – nieprzystawalności dawnych, wzniosłych cywilizacji do obecnych barbarzyńskich mieszkańców Orientu. Roberts napisał w liście z tej podróży: „jesteśmy ludem karłów odwiedzających świat gigantów”. To były czasy przed powstaniem Wielkiej Trasy – Le Grand Tour, wiodącej z Egiptu i Afryki Północnej do Palestyny, Libanu i Syrii, trasy jaką podejmowali europejscy podróżnicy, na długo przed pojawieniem się turystyki. Dziś autentycznym wyzwaniem jakie stoi przed każdym odwiedzającym te miejsca jest zobaczenie ich na nowo, przełamanie banału widzenia. Zostały uprzedmiotowione, sprowadzone do pocztówkowych ikon. Marek Sobczak w swoich rysunkach pokazuje piramidy nie wyrastające z piasku ale z gęstego tłumu. Kontrastuje ich ciemną bryłę z masą głów, ciał, kłębowiskiem ludzkim. Sfinksy rysuje jak ekspresjonistyczne czaszki, jak martwa naturę, memento morinad nową, zadziwiającą cywilizacją – konglomeratem wschodu i zachodu zgromadzonym w Egipcie.

Waszyngton, kwiecień 2013

Katarzyna Kasprzak Stamm

Absolwentka Instytutu Historii Sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, pracowała w Muzeum ASP w Warszawie, obecnie niezależny krytyk sztuki. Zajmowała się twórczością m.in.: Mieczysława Szymańskiego, Jana Dziędziory, Andrzeja Wróblewskiego i Janusza Kaczmarskiego. Od dwudziestu lat nie mieszka w Polsce (mieszkała w Afryce, na Bałkanach, w Szwajcarii, w Indiach, obecnie w USA).