Marek Sobczak
Egipt. Ukryte granice

I. Ikona
Za pierwszym razem nie pojechałem do Afryki. Kilkanaście kilometrów gibraltarskiej cieśniny oddzielało mnie od szarozłotych skał. Kawałek lądu otoczony niebem majaczył spoza granicy wody.
To moja ikona Afryki. Za nią był świat, który znałem z albumów i rodzinnych pamiątek. Afrykański nóż i niewielkie akwarele przedstawiające: piramidy, krajobraz z palmami i jeźdźców na wielbłądach.
Ślady z Afryki były obecne. W suwalskim muzeum oglądałem obrazy Alfreda Wierusz Kowalskiego z arabskich wypraw. Na watykańskim placu zobaczyłem egipski obelisk z XII wieku p.n.e. Na dziedzińcu Luwru – piramidę ze stali i szkła. W stanie wojennym zastanawiałem się nad tym, czy tekturowe piramidy potrafią zaostrzyć umieszczone w nich żyletki.
Z lekcji religii pamiętałem plagi egipskie, egipskie ciemności i ucieczkę do Egiptu. Zespół Pink Floyd na filmowej płycie „More” nagrał utwór „The Nile Song”. Henning Mankell napisał kryminalne opowiadanie „Piramida” o komisarzu Kurcie Wallanderze.
Do 2010 roku Egipt był krajem najczęściej odwiedzanym przez Polaków.

II. Moda na Egipt
Jan Potocki, autor „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, dotarł nad Nil przed światową modą na Egipt. Atak febry udaremnił mu wejście na piramidę Cheopsa. Zdołał jedynie poświęcić się ulubionemu zajęciu – rysowaniu. Niestety, egipskie rysunki Potockiego, przełożone również na grafiki, nie dotrwały do naszych czasów. Oprócz rysowania, polski podróżnik wyrył na bloku piramidy zdanie: „Gmachy ich niezwyciężone, sam czas zatrzymały”. Kilkadziesiąt lat później oficerowie Napoleona spierali się o autorstwo tego poetyckiego „graffito”.
To właśnie wyprawa Napoleona rozpętała światową modę na Egipt i Orient. To podczas tej wyprawy odnaleziono trójjęzyczny kamień z Rossety, który pozwolił na odczytanie hieroglifów.
Niewątpliwie kulminacją mody na Egipt była kopia kairskiej ulicy stworzona na wystawie światowej w Paryżu w 1889 roku. „W przeciwieństwie do geometrycznego i regularnego rozplanowania reszty wystawy, uliczka imitowała swym kapryśnym przebiegiem przypadkowy układ bazaru; zatłoczona sklepikami i straganami. Atmosferę bazaru uzupełniało pięćdziesiąt egipskich osłów sprowadzonych z Kairu wraz z poganiaczami, stajennymi, kowalami”.
Modzie na Orient uległ poeta Artur Rimbaud, który swoje nazwisko wyrył wysoko na ścianie świątyni w Luksorze. Henryk Sienkiewicz także obejrzał piramidy i sztuka egipska nie wywarła na nim wrażenia. Bolesław Prus nad Wisłą tchnął ducha w Ramzesa XIII, a Jerzy Kawalerowicz, który sfilmował historię tego faraona, otarł się o Oscara w Hollywood.
Wielu malarzy, o których niesprawiedliwie, chwilowo zapomniała historia sztuki, ruszyło śladami Jana Potockiego. Franciszek Tepa w połowie XIX wieku wykonał akwarelowe szkice: „Młyn perski nad Nilem”, „Edfu, kobiety przy studni”, „Wojownicy nubijscy”. Na projekcie okładki „Albumu z rysunkami z podróży na Bliski Wschód” przedstawił sfinksa. Jan Ciągliński, pół wieku później wykonywał niewielkie obrazy (olej, płótno na tekturze około 26 na 38 cm) przypominające zapisy w dzienniku podróży. Są tam kairskie ulice, świątynie w Luksorze, Nil pod Assuanem, pustynia, sfinks w nocy...
O związkach sztuki z Orientem przypomniała wystawa w warszawskim Muzeum Narodowym w 2008 r. W katalogu z wystawy odnaleźć można prace wyżej wspomnianych polskich malarzy, ale także Eugeniusza Delacroix, Jana Matejki i Carla Spitzwega.
Kontakty ze sztuką orientalną wywarły wpływ na Paula Gauguina, Henri Matisse’a, Piotra Potworowskiego i Jerzego Nowosielskiego. Wystarczy wspomnieć obraz Paula Gauguina z 1892 roku „Tahitanki na ławce” z Kunstmuseum w Bazylei. Na obrazie tym kompozycja pięciu kobiet naśladuje sposób przedstawiania siedzących postaci w starożytnym Egipcie.
Obraz Gauguina ukazuje siedzące bokiem kobiety; powtarzanie w obrazie podobnego
rytmu wzmacnia kompozycyjną siłę obrazu.
Na początku sześćdziesiątych lat XX wieku, z podróży do Egiptu, powstały piękne prace Davida Hockneya. Hockney narysował „Sfinksa pod piramidami”, namalował „Wielką piramidę w Gizie ze złamana głową z Teb”, „Wielką procesję w półegipskim stylu”, namalowane kobiety w jego „Małżeństwach” przypominają gaugenowskie „Tahitanki na ławce”, w obrazie Hockney’a kobiety w ślubnych welonach przybierają egipskie pozy.

III. W stronę granicy
Filozof egipski Zaki Nadżib Mahmud w koncepcji filozofii arabskiej przedstawił Egipt jako pomost pomiędzy dwoma kulturami: duchowością Wschodu (Indii i Chin) a pragmatyzmem i materializmem świata Zachodu (Europy i Ameryki). Oba te aspekty spotykały się przez wieki na Bliskim Wschodzie, sąsiadowały ze sobą: religia i nauka, sztuka i rzemiosło.
Granicę przecinającą Egipt można przedłużyć – rozciągnąć na Polskę, która od wieków była pomostem między kulturami. Do tej granicy z różnych stron podchodzą dwaj malarze: Jerzy Nowosielski i Piotr Potworowski.
Jerzy Nowosielski, zanurzony w duchowości wschodniego malarstwa, stworzył w 1947 roku abstrakcyjną „Bitwę o Adis Abebę”, zaś w latach 1990–92 powstało kilka obrazów zatytułowanych „Wspomnienie z Egiptu”.
Piotr Potworowski wychodzący z bogactwa sztuki zachodniej uległ pokusie redukowania tego bogactwa w malarskiej formie. Wzmocnił przez to siłę przekazu w swoim malarstwie, przykładem może być: „Czarno biała tarcza” z 1959 roku, „Twarz Morza” (1960), „Fioletowa martwa natura”(1961) i „Kompozycja gołuchowska” (1961) – mające analogie z nubijskimi wzorami i sztuką afrykańską.

IV. W stronę pejzażu
Piotr Potworowski mawiał, że malując pejzaż należy odejść od Okna. Pejzaż, według Potworowskiego, może istnieć w kawałku starej opony lub desce. Ważne, by krzywizna deski potrafiła zatrzymać myśl.
Długo zastanawiałem się, jak pokazać mój Egipt. Namalować: piramidę, sfinksa i obelisk?
Wejść w schemat dziewiętnastowiecznych opowieści o z dorzecza Nilu? Pamiątek z orientalnych podróży?
Zanim zacząłem malować – powstało około dwóch i pół tysiąca fotografii. Później odbyłem drogę w stronę rysunku. Narysowałem: piramidę, sfinksa, obelisk. To, co należało zobaczyć podczas podróży do Egiptu. I to, co w tysiącach, a może w milionach fotografii ujrzeć można w Internecie wpisując hasło „Egipt”.
Narysowałem: kilkadziesiąt sfinksów, piramidy, assuańską tamę, bezimienne postaci podążające ulicami Kom Ombo, ogrodnika w hotelu The Three Corners i sprzedawcę czosnku, który utożsamia wszystkich sprzedawców jakich spotkałem w Egipcie i ich wielobarwne kramy. W czarnym tuszu uwięziłem rybaków, policję turystyczną, statki na Nilu i tłum przed kairskim Muzeum. Wielokrotnie rysowałem wieżę w Porcie Ghalib i koptyjskie
świątynie rozsypane na pustyni, których nazw nie zapamiętałem.
Fotografowałem pomieszczenia, w których wisiały fotografie Hosni Mubaraka. Jego wielkoformatową twarz – na tle bujnej egipskiej przyrody i w złocistych ramach w hotelach. Zrobiłem na podstawie tych zdjęć kilka rysunków, bo sytuacja przypominała mi czas sprzed 1989 roku, kiedy podobne znamiona kultu władzy były w naszym krajobrazie.
Kiedy w 2011 roku wybuchła egipska rewolucja – odruchowo wykonałem kilka rysunków przedstawiających te wydarzenia. Szybko jednak przestałem rysować, ponieważ nie interesują mnie sytuacje reportażowe w sztuce. Są artyści, którzy z sukcesem zajmują się komentarzem politycznym. – Ale co z tego zostanie? – podsumował to kiedyś malarz, profesor Jacek Waltoś.

Zadałem sobie pytanie: – Co ludzi pociągało w tym kawałku ziemi? Starożytnych Egipcjan, Żydów, Greków, Macedończyków, Rzymian, Arabów, Francuzów, Anglików...
Korowód cieni przed piramidami zaczął się wcześniej, nim pierwszy reporter w historii ludzkości, Herodot, pojawił się w Egipcie. Musiałem odrzucić historię, tę dzisiejszą, gorącą, i tę, która kilkudziesięcioma wiekami patrzy na nas z piramid.

Człowiek i jego historia, to tylko cienie wobec milczenia sfinksa.

Malując Egipt uciekłem od języka opowiadającego. Ponieważ język malarski ma inną logikę niż język opowiadający. Obraz – to język pierwszy.
Językiem pierwszym jest informacja, która trafia do oczu, zanim to, co widzimy, uwięzimy w słowach i znaczeniach. Malując Egipt starałem się uciec (czasem bez sukcesu, pokusa była silna): od Egiptu pocztówkowego, turystycznego, lub takiego, jaki znamy z historii. To wszystko w ciągu kilku sekund można odnaleźć w Internecie.
Po co więc malować to, co jest w świecie wirtualnym? Piramida ma sens jedynie w zestawieniu z ludzkim morzem, które przed nią faluje i przepływa w historii. Miał rację Jan Potocki, ryjąc w kamieniu piramidy słowa: „Gmachy ich niezwyciężone, sam czas zatrzymały”.
Malując Egipt starałem się porzucić anegdotę. Ważne w moich obrazach stawały się napięcia, rytmy i kolor – podporządkowane Sile Obrazu. Egipt to moja droga w kierunku pustyni. Początkowo wydawało mi się, że pustynia to tylko morze piasku. Raczej płaskie. Miejsce, które za mieszkanie obrała pustka.
Kiedy otworzyłem oczy na pustynię, okazało się, że może być płaska, ale równie dobrze skalista, poszarpana, brutalna, poskręcana. Tam życie toczy walkę ze słońcem i piaskiem. Życie w postaci rachitycznych roślin lub niewielkich owadów (czasem groźnych). Pustynia ma swoje rytmy: życia i nieistnienia, światła i cienia. Rozgrzany piasek może być lustrem,
w którym odbijają się: niebo, góry i nieistniejące jeziora. Piasek bywa oślepiający (w tym przypadku to nazwa koloru), bywa fioletowy i jasnozielony o świcie. To, że jest czerwony i wędruje, przekonałem się pewnego dnia po deszczu na Rodos, gdy wszystko wokół tonęło w czerwonym osadzie. To było pierwsze zaproszenie do Afryki.
Piasek pustyni może też być niebieski niczym morze. Może być czarny, z niezwykle intensywnym niebem nad sobą. Dawniej z tego nieba przemawiali bogowie. Ruch gwiazd wyznaczał historie ciekawsze niż dzisiejsze telewizyjne seriale. Z nieba płynęły mity i astronomiczne wiadomości. Niebo decydowało o wylewie Nilu i gniewie egipskiego bóstwa.
Na południu Egiptu, gdzie turyści nie docierają często, życie toczy się podobnie, jak przed tysiącem lat. Różnica jest taka, że na domach z suszonej cegły pojawiły się talerze satelitarnych anten a z nieba, z którego dotychczas płynęła mitologia, zaczęła płynąć także wiedza.
W „Krajobrazie z antenami” – który przemalowałem niemal całkowicie – zostawiłem fragmenty poprzedniej wersji obrazu. One są jak ślady archeologiczne. Trójkąty w tym obrazie są symbolami zaczerpniętymi z kultury nubijskiej – z assuańskich wzorów – która tysiące lat redukowała informacje – aż to owych trójkątów. Podejrzewam, że z tego samego drzewa myśli wyrosły piramidy. Te trójkąty musiały pojawić się w moim obrazie, dlatego, że wymagała tego jego logika, jego kompozycja i jego napięcia.

V. Ślady cywilizacji
Pustynię, którą malowałem, przecinają asfaltowe drogi. Symbole dumnej cywilizacji powoli połyka piasek. Ziarno po ziarnie, fala po fali – nie spieszy się. Powszechnie zrozumiałe hieroglify zostały już raz zapomniane. Można tylko nosić w sobie pytanie, czy napis coca-cola będzie kiedyś archeologicznym obiektem?

Wiedza przeciwstawia się mitologii i splata z nią zarazem, tworząc ciekawe wzory. Nic nie jest stałe, zwrotnik Raka wędruje po egipskiej pustyni. Piasek zasypuje granice, które wymyślił sobie człowiek. Maluję napięcia pomiędzy ogromem przyrody a tym co nazywamy „śladami cywilizacji”.
Trwanie i kruchość, i granica pomiędzy – są moim Egiptem.

Bibliografia:
– C.W. Ceram, „Bogowie, groby i uczeni”, wyd. PIW, Warszawa 1994
– Marek M. Dziekan, „Złote stolice Arabów”, wyd. Czytelnik, Warszawa 2011
– Timothy Mitchell, „Egipt na wystawie świata”, wyd. PIW, Warszawa 2001
– François Rosset, Dominique Triaire, „Jan Potocki”, wyd. W.A.B. 2006
„David Hockney. Die Monografie”, wyd. Knesebeck, München 2004
„Jerzy Nowosielski”, Galeria Starmach, Fundacja Nowosielskich, Kraków 2003
„Piotr Potworowski”, Galeria Sztuki Współczesnej Zachęta, Fundacja Instytut Promocji Sztuki, Warszawa 1998

„Orientalizm w malarstwie, rysunku i grafice w Polsce w XIX i I. połowie XX wieku”, Muzeum Narodowe w Warszawie, 2008