Marek Sobczak
Portrety Trumienne

Cykl moich „Portretów Trumiennych” zacząłem malować w 1993 roku i jest on kontynuowany do dzisiaj. Obrazy z tego cyklu nawiązują w formie do jedynego tak indywidualnego przejawu malarstwa, jakie na przełomie XVII i XVIII wieku powstało na terenach Polski, Litwy, Rusi... Do malarstwa, które nie miało odpowiednika w kulturze zachodniej. „Portrety” powstawały obok „Rosjan” mojego dyplomowego cyklu, nad którym pracowałem na przełomie 1989 i 90 roku w pracowni prof. Jana Świtki na ASP w Poznaniu. W 1994 roku w Muzeum Narodowym wielkie wrażenie wywarł na mnie „Portret trumienny nieznanego szlachcica” z inicjałami S.K.S.P. Powstał wówczas wiersz (tomik „Milczenie Andrzeja Rublowa”, wyd. „Z Bliska”, Gołdap 1999):

PORTRET TRUMIENNY SZLACHCICA S.K.S.P. poł. XVII w.
W jego lasach rosły maszty angielskich statków. Raz do roku
spławiał je Wisłą do Gdańska. Był dobrym gospodarzem
ziemia dawała dobre plony. Był dobrym ojcem.
Był dobrym arystokratą. Wzorem Sarmatów ród
wywodził od rzymskiego czasu.
Inicjały S.K.S.P. – tyle zostało z dobrego życia
plus pamięć farby cienko rozłożonej
na sześciokątnej blasze.
Nie każdy ma szczęście tyle
ocalić z dobrego życia.

Malowanie „Portretów Trumiennych” jest w opozycji do kultury masowej, która wypiera ze świadomości problem śmierci, problemy historyczności, ciągłości, nawiązania... Jest w opozycji do tego, że kultura masowa najchętniej uczyniłaby nas nieśmiertelnymi, pod warunkiem, że codziennie rano każdy z nas mógłby powtarzać w nieskończoność rytuał mycia zębów pastą „Colgate”... I w tym wypadku, nie chodzi o darowaną nam w cudowny sposób nieśmiertelność, o darowany raj na wyciągnięcie ręki, lecz o prozaicznie wymierne fakty finansowe. Bohater mojego malarstwa nie może opuścić swojego czasu, żyje w tym świecie. Poza tym malowanie portretów trumiennych, w ogóle malowanie na wschód od Odry, w miejscu, gdzie w świadomości kultury zachodniej nie istnieje malarstwo, to wciąż wielkie wyzwanie...